sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 6

*Zosia*
Skierowałam się w stronę, którą wskazał mi Zayn i szłam korytarzem, aż ujrzałam windę, do której zamierzaliśmy wejść, aby zjechać na parter wieżowca. Byłam nieco skrępowana sytuacją, nie często zdarza mi się przebywać wśród chłopaka, za którym szaleję. Moja nieśmiałość jest dobijająca, nie zdołałam wydusić z siebie słowa zaczynającego rozmowę. Stanęliśmy przed windą, Zayn przycisnął przycisk przywołujący owy "dźwig osobowy".
- Dlaczego nic nie mówisz? Może nie przepadasz za  mną? Myślałem, że jest na odwrót. - zaczął z niepokojem w głosie Zayn.
- Przepraszam, nie chciałam żebyś odniósł takie wrażenie. Jestem prze szczęśliwa, że stoję tu właśnie z Tobą, nie mogę w to uwierzyć. Wybacz mi moją nieśmiałość, po prostu tak już mam. - wyjaśniłam.
Winda przyjechała na nasze (ostatnie) piętro, Zayn wpuścił mnie pierwszą.
- Ok *odetchnął*, zaczynałem myśleć, że mnie nie lubisz...
- Ja ?! Ciebie?! I tak każdy Cię lubi, kocha, wielbi... - powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Nie spodziewanie winda zatrzymała się  pomiędzy piętrem 13, a 14. Przyciskałam jakikolwiek przyciski, byle tylko ruszyła. Nic z tego. stanęła, nie miałam pojęcia na jak długo będziemy musieli zostać w tym stanie. Nie przejęłam się tym zbytnio, ponieważ ten czas miałam spędzić z upragnionym Zaynem Malikiem.
- Ups, mamy problem. - parsknęłam śmiechem wypowiadając te słowa.
- Problem może zamienić się w przyjemność - sugerował Zayn unosząc brew.
- Nie wiem co masz na myśli - powiedziałam szeroko się uśmiechając.
- Nie miałem okazji poznać Cię bliżej, teraz jest wyjątkowa chwila, opowiedz mi coś o sobie - powiedział i puścił do mnie oczko.
Zaczęłam swoją niedługą opowieść, streszczając mój życiorys.
....
*Konsta*
Weszliśmy razem z Lou do jednego z pokoi. Z chęcią przyjęłam propozycję oddalenia się od reszty. Nie wiedziałam jakie chłopak miał plany wobec mnie, ale byłam gotowa na wszystko...no dobrze, na prawie wszystko. Usiadłam na krawędzi wielkiego łoża, czekając na to co się wydarzy. 
- Czemu mi to robisz, kobieto?! - spytał ze słodkim uśmieszkiem Louis.
- Ale co ja Ci robię?! - odparłam przejęta sytuacją.
- Jej, nie, zrozumiałaś mnie źle. Dlaczego jesteś taka zjawiskowa? Nie mogę tego zrozumieć, a chodzi o to, że robisz mi to swoim wyglądem - wprawiasz mnie w wyjątkowy stan. - tłumaczył Lou z nie cierpliwością - Może przejdźmy do rzeczy  - kontynuował.
- Do jakiej rzeczy? Nie za szybki jesteś? - szybko odparłam.
- A o czym pomyślałaś? WOW. Chciałem przeczytać Ci tekst piosenki, który napisałem wczoraj po naszym pierwszym spotkaniu.
- O czym jest? - spytałam
- O Tobie, o nas, o uczuciach. - od powiedział boski chłopak.
- Więc, może  lepiej Ci ją zaśpiewam, żebyś lepiej zrozumiała? - chłopak usiadł przy pianinie i zaczął grać nieznaną mi dotąd melodię. Słuchałam z zapartym tchem. W myślach złościłam się na swoją głupotę, nie chciałam, żeby Louis pomyślał o mnie jak o idiotce, kiedy wyparowałam z jego SZYBKOŚCIĄ.
*Liam*
Marta siedziała jakaś zamyślona, chyba za interesował ją fakt, że długo nie było już Zayna i Zosi. Sam zacząłem się nad tym zastanawiać, jednak wiedziałem, że dobrze się bawią w swoim towarzystwie. Pragnąłem wydusić z Marty kilka informacji na temat tego, co sądzi o mnie, o nas, o naszym zespole również. Zacząłem zadawać swe dociekliwe pytania.
*Marta* 
Rzeczywiście zastanawiałam się przez chwilę, gdzie podziewają się nasi towarzysze Zayn i Zosia. Odrzuciłam ten temat na bok, kiedy Liam spytał mnie o to, od kiedy słucham ich muzyki. Nie miałam ochoty odpowiadać na to pytanie, bo nie słuchałam ich od początku ich kariery, jednak przyznałam się, że stało się to nieco później. 
Nagle ni stąd ni zowąd Liam rzucił się na mnie z ramionami. Odwzajemniłam ruch. Przytuliłam go jak najmocniej. Poczułam jego ciepło i coraz większe pragnienie posiadania przy sobie tego chłopaka.
W niebiańskim stanie trwaliśmy jeszcze kilka chwil i przeszliśmy do spojrzeń w oczy. Zawstydziłam się odrobinkę, dlatego odwróciłam wzrok, po sekundzie powróciłam do spoglądania w głębię jego oczu. Chłopak smyrał mnie po udzie.
*Oliwia*
Niall stał nade mną, kiedy rozczesywałam końcówki swoich włosów palcami. Ja siedziałam swobodnie na fotelu, a on widocznie chciał coś zrobić, zacząć. Nie miałam pojęcia co chodzi mu po głowie, dlatego zajmowałam się nadal swoimi pięknymi włosami. 
- Nie czesz już tych włosów. Są cudowne. - w pewnym momencie przerwał mi moje zajęcie.
- Dobrze, już i... dziękuję Ci. - od powiedziałam rzucając moje włosy na plecy.
- Przejdziemy się gdzieś? Zostawmy ich samych, każdy się rozdziela, to czas najwyższy na nas. - za proponował niebieskooki.
- Jasne, z chęcią. - odparłam ucieszona.
Wyszliśmy z apartamentu i udaliśmy się w stronę windy, jedna z nich najwidoczniej nie działała, bo po przywołaniu jej nie podjeżdżała. Wsiedliśmy do drugiej.
*Zayn*
Czas w windzie był najpiękniejszym czasem ostatnich dni, może nawet tygodni, czy lat. Zosia wyglądała nieziemsko, mimo że była ubrana w strój codzienny. Jej uśmiech odsłaniał równiutkie, białe zęby. Jestem facetem, a nogi i taki mi miękły. Sprawiała, że czułem się pewniej, a znałem ją zaledwie 2 dni. W głębi serca dziękowałem windzie, że właśnie się zepsuła, a my mogliśmy pobyć razem.
- Mógłbym...? - zacząłem nieśmiało
- Tak? - spytała nie wiedząc co zamierzałem za proponować
Bez odpowiedzi schyliłem się nad nią i dotknąłem jej ust, nie próbowała mi przerywać. Starannie ją obiołęm. Zapomnieliśmy się w namiętnym pocałunku. To było magiczne. Pragnąłem poczuć smak jej ust od dłuższego czasu, nadeszła moja chwila, NASZA chwila. Nic nie było w stanie nas rozdzielić, ale jednak rozdzieliło. Winda się otworzyła, a naszym oczom ukazali się Niall i Oliwka. Nie byliśmy nawet zawstydzeni, że przyłapali nas na takim, a nie innym okazywaniu uczuć. Uśmiechnęli się, a Niall dał znak Zaynowi, że dobrze zrobił. 
*Zosia*
Podobało m się to, co przed chwilą się zdarzyło. Zayn niesamowicie całował. Liczyłam na to, że powtórzymy kiedyś zaistniałą sytuację.
*Niall*
Po miłym spotkaniu przy windzie udaliśmy się po coś do jedzenia i wróciliśmy na górę, tym razem postanowiliśmy przejść się schodami, właściwie do urządziliśmy mały wyścig, tzn. ja i Zayn, dziewczyny okazały się być leniuszkami. Nie chwaląc się wygrałem go. Dotarłem pierwszy na 20 piętro ogromnie zmęczony, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Radośni poczekaliśmy na dziewczyny, które ślimaczyły się po schodach. Gdy dotarły dostaliśmy z Zaynem po buziaku w policzek od każdej z nich. Następnie przeszliśmy korytarzem do naszego penthouse'u.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz